..." Stoję na środku korytarza mojego gimnazjum i nie wiem, co się dzieje. Ściany na ogół koloru zielonego, przybrały teraz odcień ciemnej szarości. Gdzie niegdzie widnieją plamy krwi. Pod szafkami porozrzucane są puste pudełka po papierosach i alkoholu. Szkło, leżące na popękanej posadzce, gwałtownie przemieszcza silny wiatr, wiejący zza brudnych okien. Była przerwa, a dyżuru nie miał żaden nauczyciel. Wzrok przyciągały dziewczyny, ubrane w skąpe bluzeczki i krótkie spódniczki, bardzo mocno pomalowane. Patrzyłabym na to inaczej, gdybym wśród nich nie dostrzegła Mai… Szeptały coś do siebie, wciąż na mnie zerkając, a następnie wybuchając głośnym śmiechem. Zabolał mnie fakt, iż moja przyjaciółka odwróciła się ode mnie… Wokoło wszędzie słychać krzyki i szmery. W tym momencie wszystkie oczy zwrócone zostały w moją stronę. W oddali ktoś się bije. Nie odwróciłam głowy, aby dostrzec kto - bałam się. Nie wiedziałam, co zrobić, w którą stronę pójść. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, iż czegokolwiek dokonam, będę bardzo żałowała. Po mojej prawej stronie stała grupka uczniów. W rękach trzymali strzykawki. Odruchowo znajdowali żyłę i wstrzykiwali w nią cała zawartość. Obok nich na podłodze leżała moja przyjaciółka, Paula, z całą zakrwawioną twarzą. Wrzeszczała przeraźliwie. Jej ból zdawał się nie mieć końca, a głos budził we mnie strach oraz prośbę. Prośbę, by wreszcie przestała. Nikt nie miał zamiaru jej pomóc, zawieźć do szpitala. Skazali ją na śmierć w męczarniach. Mało obchodziło ich to, co w tym momencie czuje, jak bardzo cierpi. Pragnęłam podejść do niej, przytulić, powiedzieć, że wyzdrowieje. Chciałam, lecz nie mogłam…Nigdy nie byłam w takim piekle. Potępiałam swoją szkołę i zasady w niej panujące, ale to było o wiele gorsze. Nie potrafiąc znieść widoku cierpiącej, tak bliskiej mi osoby ruszyłam w jej kierunku. Zdążyłam zrobić jeden krok, po czym usłyszałam strzał i przeszywający moją pierś ból…Obudziłam się z krzykiem. Siedziałam na łóżku nie mogąc się ruszyć. Myślałam nad tym, co przed chwilą ujrzałam. Była w nim szkoła, moja szkoła, o czym świadczyć mogą znajome twarze i wnętrze budynku. Nie potrafiłam zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. W końcu dotarł do mnie sens owego snu. Tak wyglądałoby miejsce, do którego chodzę się uczyć, gdyby nauczyciele zezwalali na wszystkie zachcianki uczniów. Każdemu z nas coś się nie podoba. Są źli, bo nie można się malować, trzeba nosić mundurki. Sama nie zgadzam się z wieloma punktami regulaminu. Ale czy choć jedna osoba pomyślała, jakby było, gdybyśmy MY rządzili szkołą ? Dozwolone byłoby wszystko. Palenie, picie…Nikt nie zniósłby jednak widoku umierającej przyjaciółki - istoty, dzięki której zapominało się o problemach, osoby pomagającej przezwyciężyć przeciwności losu – i świadomości, że nie może jej pomóc… Bo nie mamy pewności, że nie doszłoby do takiej sytuacji. Naprawdę powinniśmy być wdzięczni, iż są ludzie, którzy panują nad tym, abyśmy byli bezpieczni. Szkoła jest placówką państwową. Uczymy się, aby "wyjść na ludzi" . Nie trzeba jej lubić – wystarczy ją szanować. Jeśli są w niej osoby, których znamy, lubimy, albo nawet i kochamy oraz nauczyciele potrafiący pomóc i zrozumieć, możemy być pewni, że jest to właśnie "szkoła naszych marzeń" . Ten sen uzmysłowił mi, iż ja w takowej się znajduję. Tym zdaniem zakończyłam swoje rozważania, wstając, żeby nie spóźnić się do miejsca, w którym od dziś będę szanować wszystkie zasady. Do miejsca, w którym poznałam najwspanialszych ludzi na świecie - przyjaciół. "......przegrało z opowiadaniem mówiącym o tym, że prawdziwa szkoła powinna być zaopatrzona w nowe szafki, bufet, niczym "wyciągnięty" z amerykańskiego filmu oraz basen. W tamtym momencie zobaczyłam, że większość z nas ogarnęła już fala materializmu i wartości, które dla normalnych ludzi są na drugim planie. Bo dla jurorów bardziej liczył się wygląd zewnętrzny tej szkoły, niż to, co mówi moje serce...



















dyżur nauczyciela na korytarzu! ani konkursy literackie! Okazuje się też
często, że i przyjaźń wtedy zawodzi.