Śmierć jest nieodłącznym towarzyszem życia, konsekwencją narodzin, jedynym kresem życia każdego człowieka. Przychodzimy i odchodzimy – jest to jedyna pewna rzecz na świecie. Mimo to dotyka nas boleśnie, zarówno gdy dotyczy najbliższych, jak i obcych ludzi. Widok tragedii wywołuje współuczestnictwo w żałobie. To naturalna reakcja.
W historii uczestniczyliśmy w pogrzebach narodowych. Chowaliśmy królów, dostojników, bohaterów, poetów i pisarzy. Powstawały narodowe mauzolea.
DAWNIEJ
Organizacja wielkich pogrzebów narodowych była w historii polskiej elementem kształtowania postaw obywatelskich. Szczególną funkcję pełniła ona w okresie zaborów. Wtedy powszechne pogrzeby były manifestacją woli niepodległości. W tym okresie powstało pojęcie Panteonu Narodowego na Wawelu. Stała się symbolem.
Arcybiskup Adam Sapieha napisał w 1937 r.: „Wątpię, czy człowiek naszej narodowości a nawet i Polak, który nie przeżył czasów niewoli, może sobie zdać sprawę czym w duszach naszych był Wawel i jego królewskie groby”. Specyficzna sytuacja nadała temu miejscu rangę wyjątkową, co umocniła postawa włodarzy katedry: metropolitów Puzyny i Sapiehy, którzy konsekwentnie sprzeciwiali się pochówkom w niej zasłużonych dla ojczyzny mężów.
Długo na spoczynek w podziemiach katedry wawelskiej czekał Juliusz Słowacki. Nie zostały przyjęte między innymi trumny Henryka Sienkiewicza i Fryderyka Chopina. Juliusz Słowacki miał być ostatnim Wielkim Duchem, pochowanym na wzgórzu wawelskim. Taki pakt zawarł metropolita Sapieha z Piłsudskim.
Marszałek Piłsudski zdawał sobie sprawę z rangi katedry wawelskiej. Utrwalał zresztą jej pozycję, uczestnicząc w uroczystościach państwowych, które się tu koncentrowały. Marzył o spoczynku w jej podziemiach.
Michał Rożek, przypominając dzieje Katedry na Wawelu, zapisał, że stanowi ona „nie tylko skarbnicę znakomitych dzieł sztuki, miejscem kultu religijnego, lecz także żywym kamieniem ojczystej historii, przemawiającej do wiernych każdym szczegółem swego wnętrza”. Jej wyjątkowość polega na tym, że jako „stróż relikwii kościelnych i pamiątek dziejowych jest pierwszą świątynią Polski, strzegącą prochów królewskich, widomego symbolu trwałości narodowego bytu”.
Arcybiskup Sapieha tak rozumiał swoją misję. Pragnął strzec narodowej nekropolii królów. Pisał: „obowiązkiem moim było strzeżenie i niedopuszczenie czegokolwiek, co by mogło zmniejszyć lub poniżyć ich znaczenie”.
W okresie władania Adama Stefana Sapiehy nie bez przeszkód w kryptach wawelskich spoczęli Juliusz Słowacki (1927) i Józef Piłsudski (1935). Największe poruszenie narodowe wiązało się z pochówkiem Piłsudskiego. Przerwała ów konflikt wawelski dopiero II wojna światowa.
Obóz rządzący wytoczył arcybiskupowi Sapieże otwartą wojnę, w której wzięły udział media i społeczeństwo. Włodarz katedry naciski rozumiał jako zabiegi polityczne: wyrażał protest wobec propagowania i rozwijania kultu osoby, skądinąd zasłużonej, lecz wykorzystywanej przez spadkobierców politycznych do niegodziwych rozgrywek.
Nie ulegało wątpliwości, że złożenie zwłok Marszałka w katedrze na Wawelu miało służyć ożywieniu i utrwaleniu jego kultu, przez to wzmocnieniu autorytetu kontynuatorów jego polityki. Ceremoniał pogrzebowy, którego kulminacją było złożenie wśród królów, miał był podstawą propagandy, którą stosowano we wszystkich sferach życia i za pomocą wszelkich środków.
Zaraz po pogrzebie władze państwowe rozpoczęły akcję masowego organizowania nawiedzeń sarkofagu Piłsudskiego. Przede wszystkim wycieczki szkolne ze wszystkich stron Polski miały oddawać hołd zmarłemu Marszałkowi. Było to ważne ogniwo w tworzeniu kultu zmarłego Wodza Narodu.
Na marginesie warto wspomnieć o mało znanym fakcie. Mianowicie w związku z długim oczekiwaniem w kolejce do krypt, by oddać hołd, młodzież załatwiała w katedrze swoje potrzeby fizjologiczne, toteż w kościele rozchodził się fetor.
DZISIAJ
Skuteczna okazała się propaganda spadkobierców Piłsudskiego. Obecnie nie przyjdzie nikomu zwątpić o zasługach tego męża stanu. Pobytowi w krypcie Piłsudskiego towarzyszy uczucie uznania dla jego roli w historii. Postać Marszałka obrosła mitem.
Miraż pozycji, jaką uzyskano, popycha dzisiejszych polityków, by pójść tym śladem. Zaczyna się od przyrównania zachowań społecznych w czasie żałoby po prezydencie Lechu Kaczyńskim do poruszenia, jakie wywołała śmierć Marszałka. Relacjom medialnym towarzyszy podobna mitograficzna tendencja.
Powstają peany na cześć zmarłego przywódcy. Wynosi się go na ołtarze, przyrównując do św. Wojciecha, Jerzego Popiełuszki i Jana Pawła II. Pada twierdzenie arcybiskupa, że prezydent Kaczyński „zastał Polskę zniewoloną, a zostawił wyzwoloną”.
Wzorce przeszłości kopiuje się. Stają się kalką zachowań, które opierają się na zasadach reklamy. By ich przekaz był czytelny i niczym niezakłócony, zniknęły z mediów inne treści. Następuje przerost formy nad treścią. Narzucenie idealnego wizerunku zmarłego na wielu płaszczyznach przekazu zastąpiło zwyczajne reklamy.
Okazały rytuał pogrzebowy przeprowadzany w dwóch stolicach jest częścią manewrów, mających wstrząsnąć świadkami, uzasadnić panegiryczne tendencje. To dodatkowy ciąg akcentów poruszających emocje wzburzone, wstrząśnięte katastrofą lotniczą. Przypadkową tragiczną ofiarę przemienia się w namaszczonego pośmiertnego wodza osieroconego narodu. Ofiara z życia, która mogła dosięgnąć każdego, a dotknęła w tym wypadku także 95 innych osób, urasta do rangi poświęcenia życia za ojczyznę.
Niezrozumiałe jest motywowanie decyzji o pochówku na Wawelu bohaterstwem pary prezydenckiej. Zginęła ona w grupie 96-osobowej delegacji państwowej w katastrofie lotniczej. Śmierć w wypadku staje się zatem jedynie pretekstem do uświęcenia prezydenta. Przywołanie tragedii sprzed 70 lat jest wykorzystane do tego celu. Zbieg okoliczności wyzwala ideologię, jaka ma uzasadnić śmierć, która nie miała się zdarzyć w Smoleńsku. Interpretowana jest jako ofiara w imię „świadectwa prawdzie”.
Kolejnym etapem jest umieszczenie trumny w krypcie Piłsudskiego na Wawelu bez najmniejszego sprzeciwu współczesnego włodarza katedry, metropolity Stanisława Dziwisza. Akt ten ma charakter autorytarny, odbywa się przy ignorowaniu sprzeciwu wybitnych ludzi nauki i kultury oraz większości ogółu, traktowanego jako marginalna grupa wichrzycieli.
Nie są rozpatrywane zasługi zmarłego. Metropolita Dziwisz nie rozważa, tak jak to robił Sapieha, czy prezydent Kaczyński jest godzien znalezienia się w panteonie narodowym. Nie zastanawia się nad przymiotami osobistymi, nad racjami tradycji. Nie zestawia zmarłego z bohaterami, którzy spoczęli na Wawelu. Mówi tylko, że sobie tego życzy rodzina. Twierdzi, że podejmuje decyzję w imię zgody narodowej, a paradoksalnie wywołuje wzburzenie i podział w narodzie.
Ceremoniał tygodniowych niecodziennie okazałych uroczystości żałobnych w oprawie modlitewnej na skalę ogólnokrajową ze szczególnym uwzględnieniem dwóch stolic paraliżuje codzienne życie w kraju. Nie sposób nie uczestniczyć w tym zdarzeniu.
Po wielodniowych egzekwiach trumny trafiają do sarkofagu w krypcie Marszałka Piłsudskiego. Otrzymują osobną niszę i oczekują na dalsze hołdy. Od tej chwili para prezydencka jest bez namysłu zaliczana do grona „zimnych czaszek”, „Gilgamesza, Hektora i Rolanda”. Zapomina się, że bohaterów, o jakich pisał Zbigniew Herbert, czeka szyderska „chłosta śmiechu”, „zabójstwo na śmietnisku”, „złote runo nicości”, a nie nagroda w kryptach wawelskich.
Ironicznie wbrew intencjom reżyserów widowiska historycznego brzmią frazy „Przesłania pana Cogito”:
strzeż się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany – czyż nie było lepszych
Pojawia się zapowiedź następnego etapu kształtowania wizerunku następcy Piłsudskiego. Partia zmarłego Lecha Kaczyńskiego, Prawo i Sprawiedliwość wystosowała wniosek do minister edukacji o wpisanie do programu nauczania obowiązkowych wycieczek szkolnych na Wawel i do Katynia. Urzędnicy MEN czekają na interpelację poselską.
We wszystkich aktach wyraźnie widać analogię do sposobu mitologizacji Marszałka Piłsudskiego.
Społeczeństwo kultywujące od wieków trumny zmarłych przywódców narodowych podporządkowuje się kultowi, ulega przyjętemu z tradycji modelowi przeżywania pogrzebów narodowych. Zdaje się nie pamiętać o powinnościach, spoczywających na barkach włodarzy katedry wawelskiej.
KONTEKSTY
Rozgrywki polityczne wokół kultu jednostki przypominają obrazki z „Folwarku zwierzęcego” Orwella. Powiastka ukazuje historię jako mechanizm, w którym człowiek wychodzi z danego punktu, by do niego powrócić. Dostrzega się mechanizmy zniewolenia w systemie społecznym.
Potrzeba mitologizowania wymusza nową kreację medialną. Dane zjawiska widziane poprzednio krytycznie, w nowej sytuacji interpretowane są w przeciwstawny sposób. Mechanizmy władzy są zawsze takie same. Mówi się, że historię piszą zwycięzcy. Trzeba to rozumieć, że to oni narzucają określony sposób patrzenia na fakty. Zniekształcanie historii jest elementem tworzenia mitu.
Polityka jest wszechobecna. Zawładnęła wszystkimi. Wisława Szymborska trafnie spostrzegła:
Jesteśmy dziećmi epoki,
epoka jest polityczna. [...]
Tymczasem ginęli ludzie,
zdychały zwierzęta,
płonęły domy
i dziczały pola
jak w epokach zamierzchłych
Na naszych oczach Wawel staje się folwarkiem polityki, traci wartość, jakiej strzegł metropolita Adam Sapieha.



















