W Polsce sport osób niepełnosprawnych, w tym rugby na wózkach, traktowany jest jak coś dziwnego. A już na pewno nie trafia zbyt często na pierwsze strony gazet. Nie może też liczyć na transmisje telewizyjne w najlepszym czasie antenowym. Ubolewa nad tym wielce Tomek Szkwara, prezes Stowarzyszenia Sportu Osób Niepełnosprawnych SSON, bo brak publicity to brak sponsorów. Dlatego zamiast o szukaniu sponsorów, woli opowiadać o sukcesach na międzynarodowych arenach, tak jat ten w Kolonii. – Ten turniej to jeden z największych na świecie. W tym roku do Kolonii przyjechało 47 zespołów co daje ponad 350 uczestników – wspomina Tomek. – Polskę reprezentowały dwie drużyny, a jako że nie są to zespoły narodowe przyjęliśmy nazwę od barwy koszulek czyli REDS. Rozgrywki odbywały się w dwóch ligach: Champions i Professional.
Tomek należał do drużyny, grającej w lidze Professional. – Podczas eliminacji w ciągu 3 dni rozegraliśmy 6 meczy i wszystkie wygrane. Graliśmy z zespołami z Czech, ze Szwecji z Holandii i z Francji. Z grupy wyszliśmy jako pierwsi. W półfinale pokonaliśmy mocną solidną niemiecką drużynę, by w finale zmierzyć się z rewelacją turnieju, młodą ale świetną drużyną z Irlandii. Irlandczycy grają ze sobą lewie dwa-trzy lata z tym, że szkolą się Anglii, która ma spore tradycje w tej dyscyplinie sportu.
Na stronie internetowej Stowarzyszenia Sportu Osób Niepełnosprawnych SSON uczestnicy zamieścili turnieju zamieścili swoje relacje z tej imprezy.
Zwycięstwo w lidze Proffesional podczas BBT - Joanna Goebel
28 marca w Kolonii zakończył się największy w świecie międzynarodowy turniej rugby na wózkach Bernd Best Tournament. Drużyna The Reds 2 z trenerem Christophem Wernerem grająca w lidze Proffesional, pokonała wszystkich swoich rywali i zajęła pierwsze miejsce.
Teoretycznie mieliśmy łatwiejszych przeciwników niż startująca w lidze Champions drużyna The Reds 1, jednak nigdy nie należy nikogo lekceważyć. Mecz inauguracyjny rozegraliśmy z naszym największym grupowym rywalem drużyną Nacka Spiders ze Szwecji. Pierwsze dwie kwarty graliśmy punkt za punkt wychodząc mocnym i doświadczonym składem z Rafałem Rockim, Sławkiem Gontarzem, Pawłem Szostakiem i Bartkiem Zielskim. Popełnialiśmy sporo błędów, jednak w miarę rozgrywania kwart szło nam coraz lepiej i z każdą minutą przechylaliśmy szalę zwycięstwa na naszą stronę. Widoczne było dobre przygotowanie kondycyjne naszych zawodników, czego nie można było powiedzieć o rywalach. Dzięki osiągnięciu przewagi punktowej mieliśmy możliwość wprowadzenia na boisko młodych stażem zawodników: Piotrka Konia, Krzysztofa Kosidera i Joanny Goebel. Ostatecznie The Reds 2 wygrał różnicą 3 punktów. Kolejni nasi przeciwnicy, mistrzowie Czech - Prague Robots, nie przysporzyli nam wielu kłopotów, odnieśliśmy pewne zwycięstwo. Dzięki konsekwencji i dobrej taktyce uzyskaliśmy znaczną przewagę, co dało nam możliwość przetestowania na polu gry różnych ustawień z myślą o kolejnych meczach.
W sobotę rozegraliśmy jeszcze dwa spotkania grupowe z miejscową drużyną Cologne Alligators 1 oraz z holenderskim teamem Amsterdam Terminators, oba zwycięskie z dużą przewagą punktową.
Wychodząc z grupy z pierwszego miejsca w półfinale zmierzyliśmy się z drugą drużyną grupy A - niemieckim zespołem Munich RugBears. Taktyka i determinacja, ale przede wszystkim kondycja pozwoliła odnieść nam zwycięstwo i znaleźć się w finale. Po zakończeniu meczu obserwowaliśmy jeszcze drugi półfinałowy mecz, z którego miał się wyłonić nasz finałowy przeciwnik.
W niedzielnym finale spotkaliśmy się z irlandzką drużyną Gaellic Warriors, która podobnie jak The Reds 2 nie przegrała żadnego meczu w fazie grupowej. Wiedzieliśmy, że to będzie ciężki mecz. Wyszliśmy na boisko w naszym doświadczonym składzie. To już nie wyglądało jak pierwszy mecz ze Szwedami, nie było już niepotrzebnych błędów, pełna koncentracja i skupienie... graliśmy na 200%. Ostatecznie odnieśliśmy zasłużone zwycięstwo wynikiem 36:25 pokonując waleczny Gaellic Warriors.
Zmęczeni ale szczęśliwi wracaliśmy do Polski. Chociaż ten turniej miał być dla nas sprawdzianem, możliwością zgrania się zawodników, kolejnym treningiem w przygotowaniach do Mistrzostw Świata okazał się dla nas wielkim wyzwaniem i tym bardziej cieszymy się z osiągniętego sukcesu.
Bernd Best 2010 - krok od podium w Champions League - Jacek Wanic
Drużyna The Reds 1 zakończyła swoje zmagania na 4-tym miejscu w lidze Champions podczas Bernd Best Tournament. Jest to najlepszy wynik jaki polska drużyna uzyskała w rozgrywkach w tym prestiżowym turnieju.
The Reds 1 rozpoczęli swoją rywalizacje w 12-tym Bernd Best, w piątkowe popołudnie. Na początku zmierzyliśmy się z najsilniejszym naszym rywalem grupowym (triumfator z trzech ostatnich lat tego prestiżowego Turnieju) - drużyną gospodarzy, niemieckim The Rebels. Przebieg meczu jednak nie wskazywał na to, iż mamy do czynienia z pojedynkiem "Dawida z Goliatem" :). "Czerwonym" zabrakło niewiele aby w inauguracyjnym spotkaniu sprawić miłą niespodziankę - mecz zakończył się wynikiem 38:37 - jednym punktem zwyciężył faworyt. Nasza drużyna zebrała sporo pochwał po tym spotkaniu, nabraliśmy większej pewności siebie przed kolejnym meczem.
Rywalizacja z brytyjskim The Dudes rozpoczęła się tego samego dnia wieczorem - ten mecz należało wygrać, gdyż założeniem sztabu szkoleniowego było osiągnięcie minimum półfinału turnieju. Początek przebiegał po naszej myśli, uzyskaliśmy kilku-punktowe prowadzenia i wydawało się, że wszystko toczy się właściwym torem - zaczęły się jednak przytrafiać pojedyncze straty. Jednak nade wszystko należy podkreślić wyśmienite prowadzenie gry przez doświadczonego kapitana rywali Alana Asha, który uspokajał grę swoich kolegów, ustawiał ataki, czym doprowadził do remisu na koniec regulaminowego czasu gry. W ten sposób zakończona została czwarta kwarta, a rozpoczął się horror zwany dogrywką. Pierwsza dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia, druga wyłoniła zwycięzcę - mógł być tylko jeden THE REDS !!! Mecz zakończył się bardzo późno - ale optymizm nas nie opuszczał, w szatni pierwszy raz pojawiła się odważna myśl, iż dojdziemy do finału i weźmiemy rewanż na Rebelsach.
Sobota - około 11-tej rozpoczęliśmy zmagania z drużyną szwedzką FIFH Griffins. Silni zawodnicy szwedzcy nie byli wstanie pokonać polskie obrony - wracaliśmy do strefy i broniliśmy jej ze wszystkich sił („powrót” był naszym założeniem na ten turniej). Prowadząc w pewnym momencie 6-cioma punktami, znowu popełniliśmy kilka błędów, ale ostatecznie udało się dowieźć zwycięstwo do końca 42:39. Teraz już odważniej pojawiły się marzenia o grze w finale. Pomimo arcytrudnego przeciwnika, który nas czekał wiara w zwycięstwo nas nie opuszczała.
Zapakowaliśmy się do autobusu i zmieniliśmy halę, zjedliśmy posiłek i wyczekiwaliśmy godziny 18-tej.
Wybiła godzina "zero" - przyszedł czas na starcie: The Reds 1 kontra European Giants.
Drużyna przeciwnika naszpikowana gwiazdami europejskiego rugby z mistrzami Europy, Belgami Larsem Mertensem i Ludwigiem Budenersem na czele. Nasza drużyna grająca dotychczas głównie tym samym ustawieniem (Tomek Biduś, Krzysztof Kapusta, Piotr Wilamowski, Jacek Wanic, oraz dający dobre zmiany Łukasz Gogosz).
Mecz przeciwko European Giants rozpoczęliśmy w niezmienionym ustawieniu. Piotrek Wilamowski, pomimo olbrzymiego przeciwnika wygrał rozpoczęcie meczu w kole. No i się zaczęło - pierwszy punkt dla Redsów. Trzy kwarty graliśmy punkt za punkt (trzecia kwarta zakończyła się remisem). W czwartej kwarcie to przeciwnik prowadził jednym punktem a my odrabialiśmy stratę - pod koniec pojawiły się błędy i przewaga "Gigantów" wzrosła do 2-ów punktów. W ostatnich sekundach jeszcze jedna strata i nasza drużyna po niezwykle ambitnej walce uległa wysoko notowanemu rywalowi 40:37.
Zabrakło nam naprawdę niedużo - porażka w tym meczu bardzo dotknęła naszego kapitana Tomasza Bidusia. Zarówno on jak i pozostali zawodnicy zostawili masę zdrowia i serca naboisku. Przegrana bolała tym bardziej, ponieważ zwycięstwo było w zasięgu - mogliśmy pokonać niezwykle renomowaną drużynę gwiazd i zagrać w finale.
Jednak stało się inaczej. Ponownie otrzymywaliśmy pochwały za bardzo dobry mecz - ale tym razem satysfakcja z dobrej gry była gorzka i dość długo rozpamiętywaliśmy przegraną.
Ostatnie starcie jakie nam pozostało na tym turnieju to gra o 3-cie miejsce - mecz miał odbyć się w niedziele w samo południe - obie drużyny były przygotowane na czas - ale grę rozpoczęliśmy z prawie godzinnym opóźnieniem (związane było to z pewnymi problemami technicznymi).
Czuliśmy, że ten mecz jest do wygrania i z takim nastawieniem wyszliśmy na boisko. Niestety po nienajgorszym początku z czasem gra zaczęła się psuć i to przeciwnik przejął inicjatywę. Londyńczycy zdobywali kolejne punkty, stosowali mocny pressing i pomimo naszej mocnej obrony zdobywał bramki w ostatnich sekundach na goal-clocku. Tym razem The Reds1 został dotkliwie pokonany 28:37.
Mimo kilku przegranych turniej w Kolonii pokazał, że drużyna jest w stanie wygrać z każdym przeciwnikiem. The Reds 1 byli drużyną nie tylko z nazwy. Wspaniały klimat jaki panował w każdym z polskich zespołów dawał siłę i uwalniał w nas ambicje. Oby tak dalej.
zdjęcia autorstwa Katarzyny Pałetko
http://www.sson.pl
http://rugby.far.org.pl/



















walki, jak i sukcesu oczywiscie