Dnia 23 X 2010 r. odbyły się Mistrzostwa Świata Formacji Standardowych w Elblągu. Po raz trzeci organizatorem tego przedsięwzięcia było Centrum Kultury i Współpracy Międzynarodowej Światowid w Elblągu.
Mistrzostwa Świata Formacji Standardowych są turniejem tańca drużynowego, w którym udział biorą najlepsze na świecie zespoły wykonujące tańce standardowe, czyli formacje, które w swoich krajach zdobyły tytuł mistrza lub wicemistrza kraju.
Elbląska Formacja Lotos-Jantar układem „Tribute to Michael Jackson” zdobyła złote medale dla Polski. W skład Formacji LOTOS-Jantar wchodzą: Mateusz Papużyński i Katarzyna Czyżyk, Bartłomiej Szkutnik i Alicja Minkiewicz, Sebastian Rutkowski i Arletta Wyżlic, Paweł Jacewicz i Izabella Gierulska, Mateusz Czyżyk i Marta Pilipczuk, Krzysztof Taurogiński i Dorota Jedynak, Mariusz Pilipczuk i Paulina Misiak, Adrian Kapała i Katarzyna Lesz, Michał Jedynak i Sylwia Fijałkowska, Filip Budzyński i Karolina Smolińska. Jej trenerem jest Antoni Czyżyk, dyrektor CSE „Światowid”.
Adrianna Adamek-Świechowska: - Przede wszystkim gratuluję Wam ogromnego sukcesu! Jakich doznań doświadczacie, będąc od miesiąca uwieńczonymi tytułem mistrza świata?
Arletta Wyżlic: -: Na początku, gdy usłyszeliśmy werdykt, to był ogromny szok! Naprawdę nam się udało! A zaraz potem niewiarygodne szczęście i ulga, gdyż mimo wszystko to było stresujące doświadczenie. Wiele osób na nas liczyło i nie mogliśmy ich zawieść. Łzy same spływały po policzkach, a uśmiech nie schodził z twarzy. Wszyscy zaczęliśmy wpadać sobie z radością w ramiona, ciesząc się z naszego wspólnego sukcesu. Odbierając ten oczekiwany złoty medal, odczułam wielką dumę z tego, że to właśnie ja mogłam reprezentować Polskę, Elbląg. I chyba dopiero w tej chwili, gdy trzymałam to odznaczenie w dłoni, dotarło to mnie, że to dzieje się naprawdę. Jestem Mistrzynią Świata! Potem nastał grom gratulacji, podziękowań... Wszyscy podchodzili powiedzieć jakieś słowo. Byłam w centrum uwagi i czułam się z tym znakomicie! Czułam, że byłam częścią tego ważnego wydarzenia i już na zawsze pozostanę.
Mateusz Czyżyk: - Jest to jedno z marzeń, które udało się spełnić. Po raz kolejny pokazaliśmy, że Elbląg wiele znaczy w historii polskiego, jak i międzynarodowego tańca. Jednakże nie popadam w samozachwyt, ponieważ ten sukces został odniesiony dzięki pracy całego zespołu, nie tylko mojej.
- Czy macie poczucie spełnienia?
Mateusz: - Myślę, że mam poczucie spełnienia, ponieważ jednym z aspektów jest to, że udało nam się zapisać do historii tańca, jak i Elbląga.
Arletta: - Jeżeli chodzi o taniec w Formacji Lotos –Jantar, to oczywiście czuję się w 100% spełniona. Pracowaliśmy na ten wielki sukces 4 lata i dzięki naszej ciężkiej pracy oraz zdeterminowaniu osiągnęliśmy założony cel.
- Czy ostatni rok przygotowań do mistrzostw był dla Was czasem szczególnej aktywności?
Arletta: - W tym roku wyjątkowo intensywnie przygotowywaliśmy się do naszego startu w mistrzostwach. Mieliśmy świadomość, o jak wielka stawkę walczymy. To mnie szczególnie motywowało, wizja zdobycia tytułu Mistrza Świata. Wakacje poświęciliśmy na szlifowanie układu z naszą trenerką z Niemiec [Ariane Schiessler – choreograf – przyp.]. Trenowaliśmy nawet w te największe upały po 6-8 godzin, nikt się nie oszczędzał. Ostatni tydzień przed turniejem praktycznie nie wychodziliśmy z sali, dopracowując wszystko do perfekcji.
Mateusz: - Był to podwójny, jak nie potrójny wycisk dla mnie, lecz to przełożyło się na pozytywną stronę medalu, ponieważ rozwinąłem swoje umiejętności wytrzymałościowe, dzięki którym mogę więcej osiągnąć w tańcu indywidualnym. Co prawda więcej trenowaliśmy, by solidnie być przygotowanym, ale jakoś tego nie odczułem, ponieważ jak nie uczestniczyłem w treningu, to nadrabiałem materiał w szkole.
- W jaki sposób osiągnięty sukces wzbogaci Wasz życiorys artystyczny?
Mateusz: - Tytuł jest tytułem, zawsze można się pochwalić znajomym, że jest się Mistrzem Świata i ma się na to dowody. Ale na dłuższą metę nadal tańczymy indywidualnie i to, że jestem Mistrzem Świata Formacji Standardowych nie zmieni stosunku sędziów do mojego tańca.
Arletta: - Wzbogacił o nowe, niezapomniane doświadczenie. Niewiele osób ma możliwość dostąpienia tytułu Mistrza Świata. Jest to ogromny sukces, którym w każdej chwili będę mogła się pochwalić. Jest to również podbudowujące i motywujące do osiągnięcia tak wysokiego wyniku również w tańcu indywidualnym.
- Jakie występy najchętniej wspominacie i dlaczego?
Mateusz: - Rzadko wspominam turnieje, ponieważ nie lubię żyć przeszłością. Na pewno wartym zapamiętania jest nasz pierwszy wyjazd nowego składu Formacji na Mistrzostwa Europy do Mołdawii, gdzie inne formacje bały się nas, ponieważ w 2006 roku nasza starsza formacja uczestniczyła tylko w Mistrzostwach Polski Formacji Tanecznych, przez co inne formacje w świecie myślały, że stary skład formacji trenował przez ten rok i pokaże, na co go stać. A my baliśmy się innych formacji, bo tak naprawdę nie wiedzieliśmy, jak nam pójdzie. Celem było wejście do finału Mistrzostw Europy. Gdy dowiedzieliśmy się, że jesteśmy w finale, to wszyscy skakali z radości i się rozluźnili, ponieważ zdarzyło się dziewczynom zgubić buta podczas rund eliminacyjnych. Dlatego Finał zatańczyliśmy najlepiej, gdyż cel został osiągnięty. Wielkie było nasze zdziwienie, gdy zdobyliśmy Brąz Mistrzostw Europy na pierwszym wyjeździe formacji.
Arletta: - Wspominam swój pierwszy turniej. Pamiętam, że się wtedy stresowałam, a że jako dziecko byłam raczej nieśmiała, to trudno mnie było wyciągnąć na parkiet, gdzie miałam zatańczyć przed publicznością. Jednak przełamałam strach, zatańczyłam i zeszłam z parkietu z wielkim uśmiechem na twarzy. Byłam z siebie wtedy taka dumna. Oczywiście jest wiele wspaniałych wspomnień związanych z moim tańcem. Wiele niezapomnianych turniejów, wyjazdów zagranicznych czy pokazów, które oprócz doświadczeń tanecznych, pozwoliły mi poznać świat.
- Czy jest różnica w odbiorze występu Waszej formacji Lotos-Jantar w Polsce i w innych krajach? Która publiczność przyjmuje ją najgoręcej?
Arletta: - Odbiór naszych występów w innych krajach i w Polsce na zawodach rangi Mistrzostw Świata czy Europy, to niebo i ziemia. Na tych mistrzostwach, które odbyły się w Elblągu, cała publiczność była za nami. Każdy elblążanin nam kibicował! Zazwyczaj, gdy mistrzostwa odbywały się gdzieś za granicą, mieliśmy dosyć małą grupę, która nas wspierała.
Mateusz: - Oczywiście, że nasza publiczność! Ona też przyczyniła się do naszego sukcesu, ponieważ to ona podniosła nas na duchu podczas finału Mistrzostw Świata. W Niemczech na każdych mistrzostwach jedynie bili nam brawa z grzeczności. Chociaż bywało, że w Mołdawii przywitano nas gromkimi brawami, ponieważ nasz występ różnił się od innych, a także jesteśmy bardzo młodą formacją w porównaniu do innych formacji ze świata. Najwidoczniej ta młodość i świeżość tańca spodobały się mołdawskiej publice. Ale NASZA publiczność nie ma sobie równych, mocny doping od początku do końca wszystkich naszych występów niewątpliwie nam pomógł!
- Co szczególnie zapamiętaliście z ostatnich Mistrzostw Świata w Elblągu?
Arletta: - Cała atmosferę. Czuło się tę więź, jaką stworzyliśmy z publicznością, i to wsparcie, które w niej mieliśmy. Nie da się również zapomnieć tych wszystkich emocji, które towarzyszyły nam przez cały dzień. Podekscytowanie, obawa, strach, radość, cała gama uczuć, których nie można wyrazić słowami. To wszystko było tak fascynujące i tak niewiarygodne, że nie sposób tego opisać.
Mateusz: - Najbardziej zapamiętałem wejście naszej formacji na parkiet w finale Mistrzostw Świata. Gdy czekaliśmy na drugą grupę naszej formacji, wchodzącą z drugiej strony parkietu, spojrzałem na trybuny i pomyślałem: skoro tyle osób wierzy w nas i nas wspiera, to dlaczego mielibyśmy źle wypaść i nie wygrać?
- Czy szczególne znaczenie ma dla Was fakt, że eliminacje mistrzowskie odbyły się w rodzinnym mieście?
Mateusz: - Z jednej strony bardzo chcieliśmy wystąpić u siebie, pokazać się rodzinie i znajomym, przeżywać to z nimi. Ale również było to też przytłaczające dla nas, ponieważ przez całe mistrzostwa nie mogliśmy się zdekoncentrować, aby jednak wypaść jak najlepiej. Mimo że znajomi przychodzili do nas do szatni i nas zagadywali.
Arletta: - Miało to ogromne znaczenie dla nas jako tancerzy. To było niewiarygodne, jak taka widownia może na nas działać. Miało się wrażenie, że to właśnie ona dawała nam siłę do dalszej walki. To jej okrzyki motywowały nas do tak wspaniałego tańca. Brawa na stojąco i podziękowania po zdobyciu mistrzostw przyprawiły mnie o łzy szczęścia. Ten widok to była nawet większa nagroda niż to złoto, które miałam zawieszone na szyi.
- Czy przed występem prześladuje Was trema?
Mateusz: - Nie odczuwam negatywnej tremy. Stres działa na mnie mobilizująco, zawsze chętnie podejmuję walkę, nawet w trudnej sytuacji. Przed każdym ważnym turniejem, rundą, potrzebuję chwili wyciszenia i pełnej koncentracji, by przypomnieć sobie najważniejsze elementy do wykonania.
Arletta: - Przed każdym występem mam tremę, czasem mniejszą, a czasem większą. To zależy od rangi danego turnieju. Podczas tych Mistrzostw Świata odczuwałam ogromny stres. Wszyscy na nas liczyli, oczekiwali jak najlepszego występu. Nie mogłam również zawieść swoich kolegów z drużyny. Mimo to wiedziałam, że nie może mnie to powstrzymać. Wystarczyło, że wyszłam na parkiet, a cała trema minęła. Emocje, które towarzyszyły mi podczas występu, spowodowały, że zupełnie zapomniałam o swoich obawach i mogłam dać z siebie maximum.
- Czy zawody taneczne są dla Was czasem odświętnym czy koniecznym dopełnieniem uprawiania pewnej dyscypliny?
Arletta: - Nie traktuję tego, jak czegoś nadzwyczajnego, już nie. Trenuję po to, by być coraz lepszą i lepszą. Najlepszym sposobem na przekonanie się, czy moja praca się opłaciła, jest start w turnieju. To tam możemy się sprawdzić i rywalizować z najlepszymi parami.
Mateusz: - Dla mnie ważne są każde zawody, czy to Mistrzostwa Świata, czy Zwykły Turniej tańca, ponieważ na każdym z tych turniejów są sędziowie, którzy nie tylko sędziują dany turniej, ale również zapamiętują parę - to od nas zależy, czy nas zapamiętają pozytywnie czy negatywnie.
- Jakich emocji doświadczacie na parkiecie?
Mateusz: - Głównym aspektem jest muzyka grana podczas naszego występu tanecznego. Co prawda muzyka formacyjna po treningach trochę się nam przesłuchała, ale inaczej się ją odbiera na takich wzmacniaczach, jakie były na Mistrzostwach. Bardzo nas ponosiła pozytywnie, by dać z siebie jeszcze więcej. Poza tym odczuwa się wiele emocji na parkiecie, których nie da się opisać. To trzeba poczuć.
Arletta: - Kiedy wychodzę na parkiet, jest we mnie wiele emocji. Lecz przeważa szczęście i uczucie spełnienia. Rozgrywając turnieje, mogę pokazać ludziom swoją pasję, to, co kocham. Wtedy czuję, że żyję. Wiem, że moja ciężka praca nie idzie na marne i cel, który sobie obrałam, jest do spełnienia. Wystarczy tylko, że w to uwierzę. Uwierzę, że potrafię tego dokonać. Tańcząc zapominam o problemach, po prostu oddaję się swojej pasji i czerpię z tego jak najwięcej przyjemności.
- Co jest fascynującego Waszym zdaniem w tańcu?
Arletta: - Wszystko! Tańca nie można tak prosto określić. Najbardziej interesujące jest to, w jaki sposób dwa ciała stają się praktycznie jednością w tańcu. Jak reagują na siebie i dostosowują się. Potrafią tak wspaniale współpracować. Fascynuje mnie również jego złożoność. To, jak wiele elementów się na niego składa. Technika taneczna to studnia bez dna. Jest tak dużo informacji, które przekazują nam trenerzy i które można wykorzystać, by poprawić swój taniec. To niesamowite, że cały czas możemy się uczyć i rozwijać swój styl, by być coraz lepszym.
Mateusz: - Moja wypowiedź może zdziwić, ale dla mnie w tańcu najbardziej fascynujące jest samo połączenie ruchu dwóch ludzi z muzyką. Poza tym w tańcu występuje wiele ważnych aspektów. Na przykład dążenie do upragnionego tytułu mistrzowskiego. Chodzi też o dążenie do perfekcji. Istnieje wiele szkół tańca, głównymi są włoska i angielska. Każda szkoła uczy różnych technik tanecznych, które można rozwinąć po opanowaniu podstaw tańca. Nie wystarczy jedynie znać te podstawy, trzeba je też dobrze rozumieć, wiedzieć, na czym polegają i dopiero na nich można budować dobry taniec. Istnieje wiele książek, opisujących taniec towarzyski. Z niektórymi refleksjami w nich zawartymi się zgadzam. Zatem nie da się opisać mojej fascynacji tańcem w kilku zdaniach.
- Czym dla Was jest taniec? Co wnosi taniec do Waszego życia?
Mateusz: - Taniec jest dla mnie częścią mojego życia. Dzięki niemu mogę na chwilę oderwać się od życia prywatnego, przyjść na salę i nie myśleć o tym, że jutro mam sprawdzian. Poza tym cała moja rodzina jest powiązana z tańcem: Tata jest trenerem klubu, mama prowadzi taniec towarzyski dla dorosłych oraz salsę w parach, Brat uczy na kursach tańca i operuje muzyką na Turniejach tańca, siostra tańczy.
Arletta: - Taniec to praktycznie całe moje życie. To on ukształtował mój charakter, to jaka jestem teraz. Dzięki niemu stałam się osobą bardziej otwartą i kontaktową. Podczas kariery tanecznej pozyskałam wielu przyjaciół oraz poznałam wiele nowych osób z kręgu tanecznego. Nawiązałam też kilka znajomości zagranicznych. Wyjazdy na turnieje zagraniczne umożliwiły mi również poznanie kawałka świata. Odwiedziłam wiele ciekawych krajów, tj.: Mołdawię, Rosję, Węgry czy Anglię.
- Jakie były początki tej pasji? Skąd czerpaliście inspiracje?
Mateusz: - W wieku 7 lat poszedłem na kurs tańca, a dokładnie nie miałem większego wyboru, ponieważ mama zabrała mnie na kurs, który sama prowadziła. Z czasem spodobało mi się tańczenie, więc zacząłem poważniej podchodzić do tańca. Moją inspiracją jest głównie muzyka, która praktycznie cały czas towarzyszy mi w życiu. Bez niej taniec by nie istniał, to właśnie dzięki niej możemy pokazać swoją radość, uczucia.
Arletta: - Moja zabawa z tańcem zaczęła się dość wcześnie. Mając 7 lat mama zapisała mnie na kurs tańca. Tak mi się to spodobało, że zaczęłam regularnie chodzić na treningi i tak już zostało.
- Czy napotykaliście przeszkody, ograniczenia, mające ujemny wpływ na rozwój tej pasji?
Mateusz: - Zawsze napotyka się przeszkody, to większe, to mniejsze. Najczęstszym problemem jest pogodzenie szkoły z tańcem, „branie momentami czasu”. Czasem jednak trzeba zrezygnować z treningu w danym momencie, by podciągnąć oceny. Tata zawsze mi przypomina, że wykształcenie jest najważniejsze. Poza tym nic mi nie jest w stanie na tyle przeszkodzić, bym nie mógł trenować.
Arletta: - Napotkałam parę przeszkód na swojej drodze. Ale największą była chyba utrata partnera. Wykluczyło mnie to z tańca na parę miesięcy, dopóki nie zaczęłam tańczyć z nowym partnerem. Spowodowało to chwilowy zastój, ale jednak poradziłam sobie z tym i po powrocie do swojej pasji, szybko nadrobiłam zaległości, które nazbierałam podczas nieobecności.
- Skoro nie samym tańcem człowiek żyje, jakie inne zainteresowania wypełniają Wasz wolny czas?
Mateusz: - Gdy tylko znajdę chwilę wolnego, to spotykam się ze znajomymi i spędzamy wspólnie czas. Interesuję się też sprzętem do obsługi muzycznej. Poza tym mam dwa żółwie wodno-lądowe w pokoju.
Arletta: - Moją drugą pasją jest malarstwo. Jeżeli znajdę trochę wolnego czasu, uczęszczam na zajęcia plastyczne. Malując zupełnie odcinam się od świata. Jest to moja forma relaksu i oderwania się choć na chwilę od rzeczywistości.
- Czy marzyliście o tanecznej karierze zawodowej?
Arletta: - Kariera zawodowa to nie jest to, o czym marzyłam.
Mateusz: - W tańcu kariera zawodowa wygląda skomplikowanie, ponieważ można zostać szkoleniowcem i jeździć po krajach, szkolić pary. Można też nadal tańczyć oraz uczyć inne pary nabytej wiedzy. Trzecim rozwiązaniem jest zrobienie instruktora, a potem trenera i uczenie od podstaw nowych par. Dodatkowo można zostać sędzią turniejowym. Widzę siebie w niektórych przykładach wyżej podanych.
- Czy Waszą przyszłość zawodową wiążecie z tańcem?
Mateusz: - W przyszłości chciałbym połączyć życie prywatne (praca, rodzina) z tańcem. Dążę również do tego, aby dorównać sukcesami mojemu tacie [Antoni Czyżyk, trener Formacji Lotos-Jantar – przyp.].
Arletta: - Jeszcze się nad tym nie zastanawiałam. Oczywiście swoją przyszłość wiążę z tańcem i mam nadzieję, że jeszcze bardzo długo będzie nieodłącznym elementem mojego życia. Pragnę zdobyć jak największe wyniki w tej dyscyplinie, ale wiem również, że ważne jest wykształcenie. Chciałabym studiować architekturę. Niestety, to ograniczy trochę mój czas poświęcony na taniec, ale mam nadzieję, że uda mi się to pogodzić.
- Życząc dalszych sukcesów nie tylko w dziedzinie tanecznej, dziękuję za rozmowę.
Opis źródła i autorstwa zdjęć w poszczególnych obrazach galerii.



















